Ludzie tak bardzo się jej boją. Boją się ją nazywać, jakby to słowo niosło huragan nieszczęścia.

Też się bałam, przez całe lata. Wydawało mi się nawet niestosowne wypowiadanie tych dwóch wyrazów jakoś przedwcześnie, bo przecież to się mówi, gdy się zjadło wspólnie beczkę soli.

Nieprawda. Bez beczki soli także można.

Są słowa zarezerwowane na specjalne okazje. Jedną okazję, może dwie, nie więcej.

Nieprawda.

A światło świec w niczym nie jest lepsze od kuchni ze zlewem pełnym brudnych naczyń. Albo zakupów w hipermarkecie.

Nie wiem, czym ona jest, jak ją zdefiniować. Zresztą zrobili to przede mną inni, dużo więksi – filozofowie, psycholodzy, fizycy.

Na pewno wiem jednak, że nie jest wieczna. Co mnie wcale nie przygnębia, ale powoduje, że jeszcze mocniej jestem tu i teraz, i jeszcze trochę w przyszłości. Bo nadzieja ją dodatkowo wzmacnia. No tę, jak jej tam, no, miłość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *