Pleneru mi się chce. Gór najlepiej. I łąk pełnych mleczy.

I jazdy bez trzymanki na rowerze, wiatru, pędu, a potem odpoczynku na trawie. Słońca spalającego policzki i nos, braku tchu w piersiach i wilgoci niekoniecznie pochodzącej wprost z ziemi…

I sycenia oczu i węchu wspaniałościami, i innych zmysłów też. Takie moje chcenie dzisiaj.