Kiedy czytam zwierzenia blogowiczek na temat diet, aż mnie skręca z… niezrozumienia.

Jedzenie jest po to, aby żyć. I czerpać z niego przyjemność. A jak się zaczerpnie za dużo, bo nikt nie jest idealny, to albo trzeba się pogodzić ze stratą (właściwie nie ze stratą, a z nadwyżką) albo wziąć ciało do galopu.

Odchudzanie się nie dla mnie. Szkoda byłoby mi czasu, nerwów, frustracji.

Wcale nie mam błyskawicznej przemiany materii. Ale lubię ruch. Jest dla mnie tak naturalny jak oddychanie. Nie, nie żaden nadludzki wysiłek fizyczny, ale najzwyklejsze w świecie chodzenie. Polecam. To naprawdę nic nie kosztuje, a przynosi same korzyści. Dotlenia, odbiera konieczność stania w korkach i przeklinania na wszystko wokół. I cieszy, bo z tej pozycji – chodziarza – można najwięcej piękna dostrzec.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *