Zakupy i to niekonieczne wyłącznie spożywcze. Otworzyli (a właściwie w ogóle ich nie zamykali) markety budowlane, więc Polak jako że ma czas i najwyraźniej pieniądze, hula po halach, przebierając w młotkach, śrubokrętach, śrubkach wyłożonych, jak w gigantach tego typu bywa, całkiem luzem. Nic to, że wirus zostaje przez pewien czas na przedmiotach, a w niemal każdym spożywczaku nie kupimy już bułki nieowiniętej w folię. Laptopa za to Polak nie kupi, bo jest zakaz dla sklepów rtv-agd. Jasne, że jak mu się zepsuje komputer, to go może kupić online. Gorzej, gdy mieszka sam i ma tylko jeden sprzęt, a komórkę nie najnowszej generacji, więc dużo w niej nie zobaczy.

 

Co jeszcze robią Polacy? Ano spacerują, w dalszym ciągu nie solo, ale gremialnie, całymi rodzinami, nie tylko swoimi. Do kas w marketach podchodzą zgrabnym ogonkiem, jeden za drugim, przykładnie jak w wojsku albo na wycieczce szkolnej, choć przed sobą mają tablice z dużym napisem o zachowaniu przynajmniej metra odległości. Nie korzystają też z jednorazowych rękawiczek udostępnionych przez sklep. Maseczki? Nie mają. A ci szczęśliwi posiadacze nie chcą ich zakładać – bo niewygodnie, bo się nie da w nos podrapać, a okulary parują.

Sens ich noszenia jest jednak tylko wtedy, gdy mamy zasłonięty również nos. Bo widziałam i takich, co maseczką zasłaniali jedynie usta.

 

Są wreszcie ludzie, którzy siedzą w głównej mierze w domu. Zajmują się przeważnie, bo pora wiosenna, a Wielkanoc tuż tuż, porządkami. Całkiem ok, gdyby nie to, że często ryzykują przeciążeniem mięśni, a nierzadko także upadkami z drabiny. Upadek to złamanie, w najlepszym razie zwichnięcie, a co za tym idzie – potrzeba wizyty w szpitalu. Tym samym wirus coraz bliżej nas.

 

Już się boję świąt. Tego, że ruszymy do rodzin, które teraz tak jak i my siedzą we własnych domach, ale będą święta – więc jak to spędzić je samotnie, co najwyżej z żoną, mężem, dzieckiem?

I izolacja g… da, bo przed połową kwietnia znów będziemy mieć wysyp zachorowań.

 

(Tekst pisałam w niedzielę, dziś jest środa. Nie opublikowałam go wtedy, mając nadzieję, że jestem przewrażliwiona, a sytuacja dot. zabezpieczeń Polaków przed wirusem, czyli ich zachowań, się zmieni. Nic się nie zmieniło mimo wprowadzenia rządowych restrykcji. Tylko co to za restrykcje, skoro nikt nie wie jak i kto miałby je kontrolować?).