Obudził mnie gwar dochodzący zza okna. Ptaszki? Skąd – dzieci. Ciepło, słonko świeci, więc jak to nie wyjść na podwórko? Słyszę głos sąsiadki: Piotrusiu, zaraz tatuś zniesie ci rowerek, to sobie pojeździsz.

Więc jeżdżą – na rowerkach, hulajnogach, rolkach. Grają w piłki, wspinają się po drabinkach na otwartym placu zabaw. Rodziny gromadnie wychodzą – część z palmami wielkanocnymi, część – bez.

Zostań w domu? Jakie „zostań w domu”?

A wrocławska policja ponoć z helikopterów sprawdza, czy ktoś nie spaceruje nad Odrą. Lepiej i taniej by wyszło, gdyby podjechali na małe, wrocławskie osiedla.

Siedzę w domu, zaraz minie miesiąc. Skończyły mi się jajka i świeże produkty spożywcze. Siedzę w domu, bo jeszcze mam co jeść. Co innego, niekoniecznie świeżego, ale nic mi się nie stanie, jak pojem trochę konserw, ryżu, makaronu. Bo siedząc w domu chronię siebie i chronię innych.

Lasy. Nagle wszyscy zaczęli chcieć chodzić do lasów. Akurat teraz, choć wcześniej tego nie robili. Wiem, bo często spacerowałam wiosną, latem i nigdy tłumów nie było.

Kościoły. Idą święta, więc trzeba poświęcić – najpierw palmy, potem koszyki. Że wcześniej dla wielu nie było to priorytetowe i jadło się „grzeszne”, bo nieświęcone pokarmy, bo czasu nie było, bo człowiek zaganiany itp.? Proszę, jak nagle zyskaliśmy tak wielu tak religijnych Polaków!

Zakupy. Codzienne najlepiej. Albo i dwa razy dziennie do sklepu. Bez masek, rękawiczek, za to w wyśmienitym humorze. Bo co może mi się stać, jak jestem młody, zdrowy i silny? Tobie może nic, ale przez ciebie – wielu ludziom już tak.

Straszny smog w Warszawie, władze każą zamykać okna. Z czego ten smog, zastanawiam się, skoro Polacy siedzą w domach? I nie uwierzę, że wszyscy warszawiacy palą w piecach.

Z każdym dniem wkurza mnie to coraz bardziej. Deklaracje na facebooku jedno, a działania – drugie.

Jak nic będą u nas drugie Włochy.