Maski są już w powszechnym użytku. Świetnie, chociaż sporo za późno.

Nie to jest jednak problemem, bo niezasadnie płakać nad rozlanym mlekiem.

Problem to właściwie noszenie masek. Jak wrocławianie je noszą?

Na samych ustach. Na brodzie. Widziałam też na głowie 😉

Najczęściej przesuwają maskę, odsłaniając nos i usta przy rozmowie przez telefon i paleniu papierosów. Wszystko to bynajmniej nie w odosobnieniu, czyli zachowaniu bezpiecznego odstępu od innych.

Fakt, trudno palić w masce 😉 Wiem, bo nałóg też mnie dotyczy. Ale uwaga – stojąc obok innych – nie palę! Po pierwsze, bo narażam ich na wdychanie dymu. Po drugie – musiałabym zdjąć maskę. Jej przesuwanie w celu odsłonięcia ust jest nielogiczne! Przecież wtedy maska w żaden sposób nie chroni!

Kasjerzy w marketach też PRÓBUJĄ sprostać rozporządzeniu. Jak to wygląda w praktyce? Zamiast maski jest przyłbica. Niezły pomysł, pod warunkiem, że obejmuje nos i usta. Wczoraj moje zakupy kasowała pani, której przyłbica obejmowała WYŁĄCZNIE powierzchnię DO oczu. Oddychała więc swobodnie przez usta i nos.

Widziałam też zakładanie i zdejmowanie maseczki wielokrotne – tej samej, jednorazowej. Jaki to ma sens? Przekonuję się, że tylko taki, by nie narazić się na kontrolę służb albo donos sąsiadów.