Dziś matury. Trzymając kciuki za brata, jedną ręką zapisuję wspomnienia. Czasów nie tak odległych przecież, gdy życie wydawało się jaśniejsze, bardziej zrozumiałe, prostsze. Gdy nie było jeszcze wyścigu szczurów, domowych komputerów, netu, a zamiast nich szerzyły się zwyczajne międzyludzkie kontakty – osobiste, telefoniczne, listowne. I jeszcze dawniej – gdy chodziłam do pobliskiej budki telefonicznej i wrzucając żetony rozmawiałam z przyjacielem, co jakiś czas oglądając się i popatrując, czy nikt nie czeka w kolejce.

Albo gdy znajomi pukali bezpośrednio do moich drzwi – omijając domofon (bo go jeszcze nie było), a w przypadku lenistwa oraz obawy przed pokonaniem bez wysiłku drogi na trzecie piętro w mojej kamienicy, po prostu wołali „Magdaaa!”, sprawdzając, czy jestem w domu.

Dziś wszystko jest strzeżone. Przyzwyczaiłam się i korzystam z dobrodziejstw postępu. Zżymam się, gdy nieznajomi dzwonią wprost do moich drzwi, czasem nie odbieram nieznanych połączeń, chronię swoją politykę prywatności. Umawiam się z koleżanką na telefon, mail, z dwutygodniowym wyprzedzeniem na odwiedziny. Nikt już nie wpada bez zapowiedzi (wyjątkiem – uciążliwi domokrążcy, chociaż ich też już coraz mniej, znacznie częściej dzwonią ankieterzy), każdy jest przecież (w tym i ja) tak bardzo politycznie poprawny.

Samotność zżera ludzi, ale za nic nie pokuszą się o bezpośredniość, etykieta na pierwszym miejscu, rządzi.

Większości swoich zleceniodawców nie widziałam na oczy, z wieloma nie rozmawiałam nawet przez telefon. Jest przecież mail – bezpłatny, prosty, bezpieczny sposób komunikacji. Bezpośredni kontakt odchodzi w zapomnienie. Prosić kogoś o spotkanie staje się nietaktem. Nawet telefony milkną, przecież są smsy. Liczy się treść, forma przestaje mieć znaczenie.

Może tak już będzie i będzie coraz mocniej technicznie, a coraz mniej po ludzku. Wysyłając setki maili dziennie, prowadząc rozmowy przez gg, kontaktując się za pomocą smsów, wsiadam w autobus przynajmniej raz w tygodniu i przez godzinę dojeżdżam do moich rodziców. Czy oni nie mają komputera? Ależ owszem, mają. I komórki mają, ba, nawet darmowe ze mną połączenia. A jednak chcę z nimi pobyć bardziej namacalnie, czego żaden komunikator nie zastąpi.

Kończę, bo za chwilę maturzyści wezmą pióra w dłonie. Nie, nie pióra, ale długopisy. Kto dziś pisze piórem? Chyba tylko amatorzy gadżetów wyjętych z lamusa. I tak pewnie gros maturzystów napisze egzamin na komputerze. Przecież teraz prawie każdy ma dysleksję…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *