Nie wierzę w aseksualizm. Przynajmniej taki w wydaniu pt. „nie mam dziewczyny/faceta, bo cały ten seks jest mocno przereklamowany”. Owszem, jest. Jak coraz więcej rzeczy zresztą, co nie oznacza, że tego, co aktualnie na topie, należy się całkowicie wystrzec. Można seksu nie uprawiać, ale to wcale nie świadczy o aseksualności.

Kim jest człowiek prawdziwie aseksualny? Ze względu na toczącą się dyskusję po moim artykule na temat niechęci kobiet do seksu, niemającej wg mnie wiele wspólnego z aseksualnością, przytoczę słowa fachowca:

„No to mamy teraz kolejny medialny szum wobec zjawiska aseksualności, które deklaruje coraz większa liczba osób. Czy rzeczywiście są ludzie, którzy nie odczuwają potrzeb seksualnych?

Prof. Zbigniew Lew-Starowicz: Tak jak ludzie, którzy nie wzruszają się na filmach. Aseksualność, jeszcze dogłębnie niezbadana, dotyczy jednak zaledwie 1 – 1,5 procenta osób. Jedna populacja to chorzy, mający kłopoty hormonalne, którzy przychodzą do nas, seksuologów, i proszą o pomoc. Druga populacja, dość enigmatyczna, to ludzie fizycznie zdrowi, którzy deklarują całkowitą aseksualność. Być może to efekt skrzywienia przez internet. Traktujemy to w kategoriach pewnej wady, defektu. Bo ludzie są przecież zaprogramowani na miłość, prokreację, pożądanie. Podkreślam, że to niezbadana jeszcze populacja.” (http://www.matkapolka.com.pl/zwiazki/obalamy-mity-z-prof-zbigniewem-lwemstarowiczem.html)

Uważam, że zdecydowana większość deklarujących aseksualność to ludzie zmęczeni i sfrustrowani szukaniem partnera do miłości i/lub seksu. Nawet ostatnio jeden z moich kumpli poszukujący od kilku lat kobiety, zaczął się zastanawiać nad sensem posiadania penisa. Niemodnie jest nie mieć partnera, stworzono więc nowy trend – po co mieć kogoś, skoro można żyć bez seksu. I wtedy wszelkie argumenty odpadają. Mówię „jestem aseksualny” i rodzina się zamyka, znajomi już nie patrzą z politowaniem, a może jedynie z zazdrością, bo przecież oni, co prawda, mają życie intymne, ale co to za życie…

Tylko, proszę państwa, seks nie mieści się wyłącznie w kategoriach dwójki (lub trójki lub większej liczby osób – jak kto lubi i woli:). Można go uprawiać w pojedynkę, a najważniejsze w tej całej sprawie są potrzeby. Jeśli naprawdę ich nie ma – to jest rzeczywiście problem. Jeśli natomiast są, tylko uśpione albo nierozbudzone, albo schowane pod dywan w konsekwencji osobistych dramatów – to jesteś seksualny, nawet gdy ostentacyjnie wypierasz się wszelkich potrzeb. I wcale nie trzeba mieć regularnych stosunków płciowych, nie trzeba mieć nawet partnera, aby odczuwać pożądanie. To jest dla mnie tak logiczne, że aż głupio pisać, tłumaczyć.

Na marginesie, ostentacja zawsze robiła na mnie złe wrażenie. Za ostentacją nie idzie bowiem nic więcej poza chęcią wykrzyczenia swojego manifestu. Manifesty dobra rzecz, ale gdy podparte jeszcze jakąś pracą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *