Zmarła Ewa Szumańska. Miała 90 lat, a większość ludzi zapamiętała ją jako „młodą lekarkę”, która wraz z Janem Kaczmarkiem występowała na radiowej antenie. Dodajmy, że przezabawnie i dzisiejsze kabarety niech się schowają.

A humor ten jest na tyle aktualny i zrozumiały, że kilka miesięcy temu wyszukawszy „Lekarkę” na youtubie puściłam nagranie Nieletniemu, który nie dość że zaśmiewał się na równi ze mną, to jeszcze później odtwarzał Szumańską, czym mnie kompletnie powalił, i to na kolana. Radości nie było końca.

Ale nie w ten sposób poznałam Ewę Szumańską. Moje pierwsze zetknięcie z nią to jej „Przygoda w Lagos”, którą przeczytałam w wieku nastu lat i która spowodowała, że sceneria Afryki i cudny, choć niemający happy endu romans zostały we mnie na długo. Do dziś pamiętam całe wersy.

W wiele lat później odwiedzając czarny kontynent, wzięłam ze sobą trzy lektury: słownik i dwie powieści Szumańskiej, w tym wspomnianą „Przygodę w Lagos”. Nie dane mi było dotknąć wszystkich miejsc, o których wspominała, ale nie potraktowałam tego jako życiowego dramatu. Przecież jeszcze jest na to czas.

Nie ma go już za to na poznanie tej fascynującej pisarki i humorystki. Żałuję, bardzo żałuję, tym bardziej, że miałam Ją prawie na wyciągnięcie ręki – mieszkała w moim mieście, Wrocławiu.

Są takie chwile, w których czuję spokojny, choć przejmujący smutek. To smutek straconych szans. Do nich zaliczam dzisiejszy dzień, w którym dowiedziałam się o śmierci Artystki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *