Kiedy wali się jedno po drugim, pojedyncze trudności piętrzą się, a z pozoru niestraszne sprawy przemieniają się w horror, tyle że nie senny – nie pozostaje nic innego jak… robić swoje. I nadal iść, i jeszcze szybciej do przodu niż zawsze.

Zawsze trochę przerażał mnie nasz kraj – samowolką i to nie pojedynczych ludzi, drobnych rzezimieszków, ale bezprawiem najwyższego wymiaru sprawiedliwości. Nie wiedziałam jednak dokładnie, o czym mówię, dopóki nie odczułam na własnej skórze.

Najgorsza sytuacja z możliwych ewentualności – gdy musisz bronić się przed tymi, którzy z urzędu mają obowiązek bronić ciebie, w imię prawdy i sprawiedliwości.

Przyjaciel mówił mi kiedyś, że sprawiedliwość to po śmierci. Wzdychałam wtedy na te słowa, czego nie robię już dziś. Bo wzdychanie mimo pozornego ruchu jest czynnością mocno bierną.

Jest źle, koszmar goni koszmar, na jak długo jeszcze wystarczy sił? Pytanie retoryczne, bo trzeba je w sobie znaleźć, nawet jeśli wydaje się, że są poza zasięgiem możliwości.

Człowiek wiele może. Nawet gdy musi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *