Dowiedziałam się dziś od szpitalnych współpacjentek mamy wielu miłych rzeczy o sobie. Śmieszy mnie to trochę, bo co można wiedzieć o człowieku, w ogóle go nie znając? Ale ludzie wyrabiają sobie o tobie opinię podobno już po kilku minutach (nie wiem, ilu dokładnie – a może to np. 30 sekund?).

W każdym razie po pierwsze – że jestem na poziomie. Po drugie, żem typem intelektualistki. Po trzecie, żem zdystansowana, ale nie w pejoratywnym tego słowa znaczeniu. Pani chodziło raczej o to, że wydaję się taka zrównoważona i w przeciwieństwie do jej córki, nie buzuję nadmiernymi emocjami. Oraz że na niepodobieństwo innych dwudziestolatek wygląd oddaje mój charakter i usposobienie.

Kochana Pani! To wszystko bardzo miłe, począwszy od końca – bo dwudziestolatką byłam, ale 15 lat temu. I prawie we wszystkim innym też się (niestety) Pani myli.

Jestem tykającą bombą emocji. Dystansu we mnie tyle, co brudu za paznokciem u operującego chirurga. Stabilność emocjonalna jak wyżej – cały czas odczuwam wielki jej deficyt. Intelektualistkę sobie zostawię, nawet ładnie brzmi:)

Tak, jestem dobrze wychowana. Przez rodziców, chociaż chyba to dobre wychowanie przekazano mi już w genach. Umiem się znaleźć zawsze i wszędzie, od zawsze. Jedyne faux pas, które sobie przypominam, popełniłam jako siedmiolatka, podając gościowi rodziców herbatę z WŁOŻONYM już do szklanki plasterkiem cytryny, zamiast umieścić go (nie w jednej sztuce, rzecz jasna) na osobnym talerzyku.

Innych grzechów nie pamiętam. Zawsze wiedziałam, jak się zachować w danym towarzystwie, a naukę jedzenia sztućcami posiadłam w wieku pięciu lat, co do dziś wspominam z wielką ulgą, że było i minęło (bo sztućce srebrne były i bardzo ciężkie, a moje ręce dość małe, co do dzisiaj mi zostało, o dłoniach mówię, oczywiście).

 

Najzabawniejsze, że ja się nigdy o swój savoir-vivre jakoś szczególnie nie starałam. To trochę jak z fizyczną miłością – wcale nie trzeba mieć praktyki, wystarczy wyobraźnia, pewne oczytanie i potrzeba doświadczania uniesień. Mój pierwszy chłopak był wyraźnie zdezorientowany, gdy trafiliśmy do łóżka. „A mówiłaś, że jesteś dziewicą” – powiedział. „Bo jestem” – odparłam. A że nie zachowywałam się jak na cnotliwą pannę przystało?

Podobnie jest z ABC dobrego wychowania, ma się je we krwi albo uczy się mozolnie, efekty chyba takie same, nie wiem, nie zdołałam nigdy porównać.

 

Czy to zresztą takie dziwne – dobre wychowanie? Przecież nie można inaczej. I powiem więcej – z ludźmi źle wychowanymi nie umiem egzystować. Bo tu nie chodzi o żadne nadzwyczajne uprzejmości, „ą” i „ę” mnie śmieszą i zarazem śmiertelnie nudzą, ale jakieś obycie, kulturę trzeba mieć. Nawet, gdy się jest tak mało społeczną osobą, jak ja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *