Fajna wystawa, dobre czerwone wino, smaczny obiad w sprawdzonej knajpie i miły wieczór u mnie – wczorajsze spotkanie z kumplem okazało się owocne. Pogadaliśmy, o czym lubimy, czyli: a) literaturze, b) sztuce, c) seksie, d) przyjaźni.

W przebłysku świadomości chcieliśmy lecieć na koncert Marka Dyjaka (kumpel go ostatnio słuchał – mówił, że warto, bardzo warto), ale zrobiło się już strasznie późno i doszliśmy do wniosku, że jak dojedziemy, to chyba na samą końcówkę.

Lubię mojego kumpla za jego wrażliwość na sztukę, talenty artystyczne (cholernie zdolny jest, tylko nic z tym na większą skalę nie robi – za co go od czasu do czasu biję po gołym tyłku skórzanym paskiem), ogólne porąbanie i oczywiście, podobne do mojego odczuwanie świata – bo nic tak przyjaciół nie łączy jak dobre, emocjonalne porozumienie.

I naszły mnie wczoraj refleksje i zdziwienia, że właśnie tacy, w 30. plus (ja) i 40. plus (kumpel) wiośnie życia jesteśmy. Daleko nam do stateczności wszelakiej i do spokoju, który kojarzy nam się ze stagnacją i nudą. I zadałam pytanie, czy zawsze już tacy będziemy, niezależnie ile nam latek stuknie. I odpowiedzieliśmy sobie, że chyba tak, tylko kumpel dodał, że za dwie dychy to już pewnie o seksie nie będziemy mówić. Odcięłam się:

– Chyba ty, bo ja nie zamierzam rezygnować z tej pięknej sfery życia, niezależnie od wieku.

I oby moje słowa były prorocze. Chociaż wiem, że kobiety szybciej odcinają się na skutek upływu lat od intymności, bo klimakterium i te wszystkie przykre dolegliwości z nim związane, bo już mniejsza atrakcyjność fizyczna (nie jesteśmy jak wino, ale jak piwo, które zbyt długo otwarte zwyczajnie się psuje), bo popęd spada. Ale i tak mocno wierzę właśnie w nas, kobiety. Widzę się za 20 lat w trochę gorszej może kondycji fizycznej, może z paroma albo i więcej zmarszczkami, ale tak samo pełną wigoru i chęci do życia jak dziś.

I będziemy sobie z kumplem chodzić po wystawach różnych, w letni czas na rowerach jeździć, pić piwo nad Odrą i prowadzić niekończące się rozmowy o wyższości sztuki nad literaturą, i odwrotnie. I spierać się będziemy, i śmiać głośno, a moje zmarszczki układać się będą w całkiem przyjemny dla oka sposób.

A nasze dzieci i wnuki wzdychać będą nad niepoprawnością swoich staruszków, i przymykać oczy na różne nasze bezeceństwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *