21 dzień dobrowolnej izolacji, w tym trzy lub cztery wyjścia z domu na szybkie zakupy. Od początku pandemii w masce i rękawiczkach.

Zero spacerów, zero roweru, spotkań z kimkolwiek.

Żyć bez powyższych można.

 

Dzień zaczynam szybkim przeglądem wiadomości, tak samo kończę. Przypomina mi to czasy, gdy pracowałam w dziale wydarzeń. Dziś za poranne i wieczorne działania nikt mi nie płaci, uważam jednak, że warto być zorientowanym, by nie przegapić tego, co ważne np. obostrzeń w przemieszczaniu się. Niektóre z nich są sensowne, inne – jak panująca władza. To, co naprawa nadzieją – że może wreszcie część ludzi ograniczy niebezpieczne dziś spacery i zminimalizuje w ten sposób zagrożenie dla siebie i innych.

Zawsze dużo myślę, nie tylko siedząc w domu, w związku z powyższym przyszedł mi do głowy pomysł na najpopularniejsze słowo bieżącego roku. Oprócz oczywistego „koronawirusa” typuję już dziś „choroby współistniejące” oraz zwrot „sytuacja jest dynamiczna”.

Lubię bawić się w „proroka”, tym chętniej, im więcej moich prognoz się sprawdza. Nie mam żadnych nadprzyrodzonych mocy, jedynie uważnie czytam i potrafię wyciągać logiczne wnioski.

Po wyciszeniu pandemii przewiduję więc ogromny wzrost kolejek do lekarzy wszystkich specjalizacji. A co za tym idzie – drastyczne podwyżki cen w gabinetach prywatnych, gdzie na standardową wizytę nie będziemy czekać, jak dotychczas – tydzień, dwa, ale znaczne dłużej.

Mało optymistyczne prognozy? Skądże – napisałam przecież, że pandemia kiedyś się skończy.