Rodzić w śmiechu wywołanym gazem rozweselającym, a dodatkowo znieczulającym ból? Kusząca perspektywa, tym bardziej, że ten związek chemiczny jest bezpieczny i dla kobiety i dziecka

To mój szpital. Widzę go codziennie, zmierzając w stronę miasta i już nie rodzi we mnie prawie żadnych emocji. Były za to wielkie, gdy stanęłam w jego progach pierwszy raz. Do porodu, oczywiście. Strasznie się bałam, miałam ku temu powody, chociaż chroniła mnie obecność męża, nie tylko jako bliskiego człowieka, ale również jako człowieka z doświadczeniem medycznym. Swój swojemu przecież świni nie podłoży…

Świni może nie, ale potrzebowałam ponad dziesięciu lat, aby zatrzeć, a przynajmniej zminimalizować złe wspomnienia.

Dziś jest tam inaczej, bardziej po ludzku. Jest ładnie, kolorowo, można rodzić w wodzie, pacjentki uśmiechnięte. Wiem, byłam, widziałam. Co prawda z perspektywy reportażystki, a to zawsze inna perspektywa. Ale cieszę się, gdy sprawy dot. położnictwa idą do przodu. I choć sama nie mam ochoty na powtórkę z rozrywki i temat powinien być mi już całkowicie obcy, to jednak biorę udział w wielu akcjach, zmierzających do poprawy warunków w polskich szpitalach położniczych. Mówiąc o warunkach, nie mam na myśli warunków technicznych, bo nie one stanowią o powodzeniu porodu, są drugorzędne. Najważniejsze jest natomiast podejście do rodzącej – zapewnienie jej maksimum intymności i emocjonalnego wsparcia.

 

Kiedyś dziwiłam się kobietom, które godziły się na stosowanie wobec nich różnych aktów przemocy, nawet gwałtu. Po latach zrozumiałam przyczynę takiego zachowania, które powodowane jest po prostu zwyczajnym, ludzkim strachem. Kiedy leżysz z rozstawionymi nogami, nie możesz nic. Kiedy leżysz z rozstawionymi nogami, a obok ciebie stoi ktoś bliski, nadal nie możesz nic. Może za to ten bliski, dlatego zawsze namawiam kobiety, aby nie rodziły same. Nie chodzi wyłącznie o męża, partnera, ale o osobę, wobec której nie czuje się lęku, skrępowania. Jej obecność jest nie tylko dla kobiety wspierająca, dodatkowo powoduje posiadanie ŚWIADKA.

To ładny szpital. Kolorowy. Ma nawet ogród z zasadzonymi przez ordynatora różami.

Żałuję, że ich nie było wcześniej, przed laty. Miałabym przynajmniej w pamięci widok i zapach róż.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *