Kiedy jest mi bardzo, bardzo źle i znienacka odzywają się ludzie, którzy nie są mi jakoś specjalnie bliscy, a okazuje się, że myślą o mnie, troszczą się, chcą pomóc – czuję się bardzo, bardzo wdzięczna.

 

Nie ukrywam swoich problemów, ale też ich specjalnie nie manifestuję na zewnątrz, nie mam jednak oporów, by rozmawiać o sobie z ludźmi nie do końca bliskimi. Uważam jednak, że skrywanie uczuć i emocji niczego dobrego nie przynosi.  Nie będę znajomym opowiadać, jak to wszystko u mnie wspaniale, kiedy wspaniale nie jest. Zmilczeć, zmienić temat? Nie sądzę, by to było konieczne.

Jestem człowiekiem, staram się być człowiekiem dobrym i uczciwym. Chcę, by otaczali mnie podobni ludzie. Więc naprawdę nie widzę potrzeby, aby być kimś, kim nie jestem. Udawanie zawsze średnio mi wychodziło, może dlatego nie zostałam aktorką.  No i czasem zwyczajnie nie umiem sobie sama pomóc. W teorii doskonale wiem co i jak powinnam zrobić, w praktyce nie wychodzi.

Zostaje więc okno i ściana – do patrzenia przez cały dzień. Ale gdy pojawiają się ci, których najwyraźniej choć trochę – jako człowiek – obchodzę, porzucam swoją ścianę i okno, i powoli wstaję. Bardzo powoli. Zawsze to jednak bardziej rozwojowe niż ściana i okno. Nawet okno z widokiem na brzozę 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *