Od kilku dni przestały mnie śmieszyć memy nt. wirusa. Mam duże poczucie humoru, lubię różne rodzaje żartów, kto mnie zna, ten wie, że zadrga mi kącik ust nawet przy niecenzuralnych i makabreskach. Z poczuciem humoru bliżej mi do facetów niż do kobiet.

Nie śmieszą mnie już jednak memy wirusowe, bo sytuacja w żadnym stopniu nie bawi, a przeraża. Kłamie rząd, kłamią media, a raczej media niewiele robią poza powtarzaniem i rozbudowywaniem w zbędne słowa informacji z PAP. Dziennikarskie reportaże to kalka z postów na Facebooku. Zero wysiłku, kopiuj-wklej, dodaj ze dwa oczywiste zdania i artykuł gotowy. Ale to małe piwo, bo ważny jest fakt, że chorych ludzi jest znacznie więcej, niż mówią statystyki, a to oznacza, że nie możemy się czuć bezpiecznie.

Co robi człowiek, gdy ma poczucie zagrożenia? Stara się je zminimalizować poprzez odpowiednie działania. Słoneczna sobota pokazała, że centra miast są puste, za to miejskie parki pełne ludzi. Zamknięte place zabaw? Naprawdę? Na moim osiedlu dzieciaki z różnych bloków bawią się w najlepsze. Na ławeczkach siedzi młodzież, popijając piwko do późnych godzin nocnych, dopóki tyłek nie zmarznie, bo choć słońce w dzień, to już wieczór chłodny.

Urzędnicy miejscy z Wlenia szyją maseczki dla mieszkańców gminy. Pomysł godny podziwu, gdyby nie fakt, że szyją je wspólnie, przy jednym stole w sali ratuszu. Gdzie izolacja? Poszła… na spacer razem z wieloma Polakami, którzy nagle nie wyobrażają sobie słonecznej soboty bez rekreacji w miejskim, zatłoczonym parku…