Kumpel napisał mi dziś, że czuje się jesiennie. A ja jak zwykle szybsza od innych, miewam się dziś zimowo. Może to szron na trawie i budzący mnie odgłos skrobaczek do szyb samochodów, może wyjątkowo chłodne powietrze albo jakaś aura duszy, niemająca z pogodą nic wspólnego.

Ale to nie jest smutny stan. Widzę w nim raczej pewną powagę, majestat zadań do spełnienia, poczucie obowiązku, przyzwoitość, czystość i zepchnięcie emocjonalnych dylematów na dalszy plan.

 

Sprężam się więc z rosołem, tekstami, aby wczesnym popołudniem wyruszyć do Narodowego. Na wystawę, z moim ukochanym kumplem, który chyba dziś w równie czystym i przyzwoitym nastroju jak ja. Ekscesów więc żadnych nie będzie, ani picia rosołu w chłodnych salach muzeum, który to rosół będę wiozła do szpitalnej mamy.

O mamie jednak dzisiaj nie chcę, wszystko będzie dobrze, bo być musi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *