Zrzutki, czyli dobrowolne wpłaty na rzecz jakiegoś przedsięwzięcia nie pojawiły się wraz z pandemią, chociaż teraz przeżywają prawdziwy rozkwit. W wielu przypadkach inicjatywę uważam za ważną i potrzebną, w wielu – nie. Otrzymałam dziś np. na e-maila wiadomość o zrzutce dla jednej z największych korporacji taksówkarskich. Na czym rzecz polega? Taksówkarze będą za darmo rozwozić pracowników medycznych do ich miejsc pracy. A zrzutka jest na… zarobki kierowców. Czyli tak naprawdę to nie wielka, bogata firma jest dobroczyńcą, ale wszyscy ci, którzy dołożą swoją cegiełkę do przewozu medyków. Kto zbierze laury? Nie anonimowy darczyńca, ale firma moloch.

Druga wątpliwa kwestia to zbiórki na działalność instytucji kultury. Niby nic zdrożnego, przeciwnie – kultura rzecz ważna. Tylko czy zamiast oferować bezpłatne oglądanie online filmów, spektakli, koncertów, wirtualne zwiedzanie muzeów, galerii sztuki itp. – nie można pobierać za nie drobnej opłaty? Przecież gdybyśmy szli do kina, zapłacilibyśmy za bilet, tak samo w przypadku koncertu, przedstawienia teatralnego, zwiedzania wystaw muzealnych.

Choćby tylko 1 złotówka za obejrzenie spektaklu online przekłada się już na konkretny pieniądz, gdy przedstawienie obejrzy tylko 100 Polaków. A założę się, że byłoby ich znacznie więcej.

Nie zżymamy się, gdy płacimy – i nic w czasie pandemii się tu nie zmieniło – za korzystanie z Netflixa czy HBO – oglądamy filmy i seriale, więc płacimy, po prostu. Dlaczego więc mielibyśmy nie płacić za coś, co jest udostępniane obecnie za darmo?

Może to lepszy pomysł zamiast zrzutek? Albo mogący zaistnieć niezależnie od nich?